|
Pod koniec
lat 90-tych było kilka zinów mocno stąpających po ziemi. Jak myślisz, dlaczego
sytuacja tak diametralnie uległa zmianie? Czy czasem do śmierci wielu zinów nie
przyczyniło się to, że gazety takie jak Brum (upadek?) czy Ślizg przestały na
swoich łamach zamieszczać ogłoszenia?
Przyczyn
upadku zinów hiphopowych moim zdaniem może być kilka. Na pewno w pewnym stopniu
przyczyniły się do tego oficjalne pisma wydawane wraz z płytą CD, które
szczególnie dla młodych fanów hip hopu, były bardziej kuszącą i atrakcyjniejszą
alternatywą, niż czarno – białe ziny. Tutaj można było pooglądać duże, kolorowe
i dobrej jakości zdjęcia, a do tego wzbogacić się o kilka nowych nagrań. Faktem
jest, że w zinach można było poczytać o tym, o czym nigdy nie pisały oficjalne
magazynu, bądź traktowały dany temat marginesalnie: sprawy rasizmu i
nietolerancji zarówno w Polsce, jak i w Stanach Zjednoczonych, kultura
afromerykańska, kino, film i literatura, wywiady z podziemnymi kapelami,
recenzje demówek itd. Tego bez wątpienia zawsze brakowało w prasie oficjalnej.
Na dzień dzisiejszy jedynie BLEK odstaje od większości magazynów i opisuje na
swych łamach tematy, o których wyżej wspomniałem. Jak to nawet określił kumpel
podczas rozmowy, iż jest to magazyn o podobnym profilu do Rapp Style.
Niewątpliwie duży wpływ na upadek zinów miał tu nasz rodzimy monopolista –
poczta polska. O ile dobrze pamiętam, to na samym początku wydawania Rapp Style
(czerwiec 1997) opłata za nadanie przekazu pocztowego wynosiła tylko 1 PLN.
Dzisiaj jest to już chyba 5 PLN!!! Doliczając do tego kolejne tyle za koszt
samego zina i jego wysyłki, zamawiający ponosi koszty zakupu w wysokości 10 PLN,
co w ogóle mu się nie kalkuluje. Za tą kasę może już nabyć większy formatem,
kolorowy magazyn z CD... Fakt, iż niektórzy wysyłali kasę wpakowaną do koperty,
ale z tym to różnie bywało... Czasami dochodziły puste, porozrywane listy i
potem niedomówienia: jak to, kasę wysłałem a zina nie dostałem?! A hajs poczta
zwinęła i dupa... Poza tym wydaje mi się, że część osób bezpośrednio
odpowiedzialnych za wydawanie swoich pisemek, trochę się już tym „zmęczyła” lub
zwyczajnie nie miała już tyle czasu, co kiedyś. Mnie osobiście zaczęły wkurzać
ciągłe problemy z kserem, latanie po ludziach, wypytywanie znajomych, czy nie
mogliby skserować kilku egzemplarzy. Przez cały okres wydawniczy Rapp Style
ksero zmieniałem chyba z dziesięć razy, czasami nakład jednego numeru był
powielany na trzech różnych kserach, bo jedno wcześniej nawaliło i trzeba było w
pośpiechu szukać nowego, przez co opóźniała się wysyłka numerów. A wiadomo, że
odbijanie w zwykłym punkcie ksero nie wchodziło w grę, bo wówczas cena zinu
wzrosłaby o ponad 100%. Fakt upadku Bruma i to, że Ślizg przestał zamieszczać
ogłoszenia (o, tego ta ja nie wiedziałem ;) – miał tu chyba najmniejszy wpływ.
Jak już ktoś wcześniej zamówił zina (i wiedział o jego istnieniu), to później
sam wysyłał kasę na następny numer, gdy ten dopiero rodził się w mojej głowie
:). Poza tym ogłoszenia zaczęły pojawiać się w innych zinach hiphopowych. Sam
osobiście rozprowadzałem Rapp Style podczas różnych koncertów hp i wychodziło to
nawet taniej, bo kupujący nie musiał ponosić kosztów wysyłki... Dzisiaj coraz
więcej osób ma dostęp do netu, więc był to chyba kolejny powód, dla którego
wydawanie zinów w sposób tradycyjny przestało być „opłacalne”.
Jakie według Ciebie są
korzyści z przeniesienia zinów na Internet, jakie są tego złe i uboczne skutki?
Korzyści są duże. Chociaż z tym
przeniesieniem zinów do Internetu, to nie tak do końca, bo żadnego wielkiego
eksodusu nie było. Z tego, co się orientuję, to chyba tylko nasze ziny poszły tą
drogą, tj. Rytm ulicy i Rapp Style. Plusy to na pewno możliwość częstszej
aktualizacji; piszę recenzję, felieton, robię wywiad i po zrobieniu korekty
publikuję na serwerze i już. Nie trzeba czekać, aż uzbiera się tego tyle, żeby
złożyć to w cały numer i wydać. Teksty są przez to bardziej aktualne. Sama forma
kontaktów z ludźmi, zespołami jest o wiele wygodniejsza i przede wszystkim
tańsza, niż w przypadku tradycyjnej korespondencji – e-mail rządzi!!! I tu
kolejny plus – odpowiedzi na wywiady i wszelkie materiały dostaję już wpisane i
przez to mam zaoszczędzone trochę czasu i roboty, bo sam nie muszę tego
wszystkiego wklepywać, czego strasznie nie lubię. Kolejny plus – zdjęcia
graffiti, wcześniej nie było możliwości zaprezentowania tego w takiej formie,
jak teraz (czyt. w kolorze i dobrej jakości). W szóstym numerze Rapp Style
zamieściłem kolorową wkładkę ze zdjęciami graffiti, ale okazało się to mało
ekonomicznym posunięciem, i chyba tylko dwadzieścia numerów ukazało się z tym
„dodatkiem”. No cóż, ten kto prędzej zamówił, miał po prostu szczęście :). A
minusy? Ja widzę tylko jeden – nie można chwycić zina w łapę, walnąć się na
kanapę i czytać, czytać... No i znajomym nie można podrzucić – trzeba wysłać
linka ;).
Patrząc na czasy, gdy nasze
pisemka wychodziły jeszcze na papierze, jak je oceniasz? Czy Rapp Style coś
stracił na zmianie formy docierania do ludzi?
No wiesz, poszczególnych
pisemek z osobna oceniać nie będę, bo to trochę miejsca by zajęło... Czy Rapp
Style coś stracił? Ciężko mi w tej chwili powiedzieć, jako że strona w necie
istnieje w zasadzie od niedawna. Wydaje mi się jednak, że chyba nie. Wszystko
powolutku zaczyna się rozkręcać, strona jest odwiedzana, są nowe znajomości z
ludźmi z różnych miast. Poza tym jakiś czas temu dostałem propozycję współpracy
od magazynu HIP-HOP.PL, więc część tekstów z serwisu Rapp Style ukazywać będzie
się również w formie tradycyjnej – na papierze... Z dotarciem do czytelników nie
powinno więc być większych problemów.
Co porabiałeś przez te
wszystkie lata, kiedy nie korespondowaliśmy?
Zbijałem bąki ;). Kurde stary,
takie pytanie. Ja już nawet nie pamiętam, czym ja się wtedy zajmowałem :).
Ukończyłem technikum, potem studium informatyczne, w między czasie poznałem
świetną dziewczynę, z którą jestem do dzisiaj (pozdrawiam), obecnie studiuję na
kierunku edukacja techniczno – informatyczna w Bydgoszczy. No i wydałem siódmy
numer Rapp Style (lipiec 2001) – w formie pliku PDF – cały czas do ściągnięcia
ze strony Rapp Style. Jeśli ktoś jeszcze nie czytał – polecam, bo w dodatku jest
za free.
Jakie grupy w chwili obecnej
funkcjonują na terenie Nakła, chodzi mi tu o zespoły hip hopowe, crew, b-boy’i.
Czy macie jakiś dj’i, są jakieś imprezy?
Hmmm... Wiesz Adee, Nakło jest
dosyć małym miastem (to nie Toruń!!!) i także mało się w nim dzieje. Z nazw
wymienić mogę jedynie zespół Korporacja – wiem, że istnieje, ale jakoś jeszcze
nie miałem okazji posłuchać – zaniedbywanie obowiązków redaktorskich :). Być
może są jeszcze inne zespoły, ale jakoś nie obiło mi się o uszy... Co do
graffiti, elitarne crew jakim były CSA i BSC już nie malują, a szkoda. Każdy
miał tam pewnie jakieś swoje powody, więc ja w to wnikać nie będę – nie moja
sprawa. B-boye w poprzednie wakacje tańczyli mi pod moimi oknami, ale w te już
ich nie było... (???). Z imprez, to jakiś czas temu, pod koniec wakacji, był u
nas DJ Feel-X i Abradab, a tak to lipa.
Kiedy właściwie i dlaczego
zdecydowałeś się przenieść zina na ekrany naszych monitorów? Czy można tu mówić
o sentymencie?
O przeniesieniu zina do
Internetu myślałem już kilka lat temu, jak Rapp Style ukazywał się jeszcze w
wersji papierowej. Miałem wówczas taką koncepcję, aby jednocześnie ciągnąć
serwis w necie i tradycyjne wydanie. Było to chyba rok 1999 i tak to się
wszystko przeciągnęło, że dopiero teraz, tj. w sierpniu 2003, wystartowałem ze
stroną Rapp Style :). Na początku były to w zasadzie takie tam szczeniackie
plany, ale wówczas to nie miałem nawet dostępu do netu, ani tym bardziej
zielonego pojęcia o tym, czym jest webdesign i webmasterstwo. Powolutku sam się
uczyłem (w tym i innych sprawach jestem zazwyczaj samoukiem), powstała pierwsza
wersja serwisu – oj, jaki to ja wówczas byłem zachwycony tym, co zrobiłem.
Poleżało to wszystko na twardzielu, zajrzałem do tego po kilu tygodniach i
stwierdziłem – ale gówno. No i od początku, przeróbki, wdrażanie nowych pomysłów
itd. Ostateczna (???) wersja serwisu, która obecnie jest dostępna w necie, jest
chyba piątą odsłoną Rapp Style, którą to w zasadzie zrobiłem zupełnie od
podstaw. Czy można mówić tu o sentymencie? Wiesz, z biegiem lat wszystkich
tekstów trochę mi się nazbierało i pomyślałem, że szkoda byłoby, żeby się to
wszystko zmarnowało i przeleżało w moich archiwach.
Jakbyś miał opisać sens
istnienia Rapp Style, na co kładziesz nacisk, jaka przyjmujesz politykę
działania, co chcesz osiągnąć, kogo zamierzasz prezentować?
Na tym polu nic się nie
zmieniło w porównaniu z latami ubiegłymi. I żeby się nie powtarzać, przytoczę tu
fragment wstępu do siódmego numeru RS: „Rapp Style od samego początku nie
ograniczał się tylko i wyłącznie do opisywania trzech głównych elementów kultury
hip hop, lecz zawsze na jego łamach pojawiały się artykuły poruszające problemy,
z którymi borykali się nasi czarni bracia. Wydaje mi się, że dzięki takim
artykułom, jak chociażby „Ameryka w płomieniach”, „Czarne Pantery”, czy „Malcolm
X - nienawiść rodzi nienawiść” wielu z Was dostrzegło, jak naprawdę wyglądało
równouprawnienie w Stanach Zjednoczonych i zrozumiało, że liczy się nie
pochodzenie, kolor skóry, przekonania polityczne, czy religijne, ale to, co
każdy człowiek reprezentuje sobą. Tak więc od strony merytorycznej Rapp Style
nie uległ poważniejszym zmianą i nadal na jego łamach gościć będą artykuły
poświęcone kulturze hip hop, czarnej historii, kinie i literaturze”. I to by
było na tyle.
Jak Struś widzi, hip hopową
scenę z perspektywy czasu, który mamy za sobą?
Zacznę może od sceny polskiej.
Ta bez wątpienia poszła dużo do przodu jeśli wsiąść pod uwagę ilość obecnie
wydawanych płyt i działających zespołów. Ilość niestety nie zawsze idzie w parze
z jakością, nad czym ubolewam. Płyt jest obecnie mnóstwo, wystarczy chociażby
wstąpić do Empiku czy odwiedzić jakiś internetowy sklep muzyczny. Jednak dla
mnie ogromna większość z tego, co wychodzi oficjalnie, to po prostu nie moja
półka. Większości zespołów brak dłuższego stażu na scenie hp, co słychać zarówno
w tekstach, jak i muzyce. Naprawdę nie robią ma mnie wrażenia małolaci starający
się prawić mi morały czy non stop nawijający o tym, jak to mają przejebane w
życiu, ciężko przeżyć jest na ich osiedlu, a jedyną wartością w życiu są dla
nich gibony i wspólne najebki z ziomalami. Weźcie się lepiej osły jedne do
nauki, skończcie studia a nie mieszacie w głowach małolatom. I tu kolejna rzecz,
która piekielnie mnie razi. Małoletni hiphopowcy, tu powiedziałbym nawet pseudo
hiphopowcy, nie mający zielonego pojęcia o kulturze hp, jej korzeniach, no a
uważający się za niewiadomo jakich guru. Wystarczy wyjść na ulicę, żeby zobaczyć
małolatów z krokiem dosłownie w kolanach szlifujących chodniki, a w głowach
pustka. Kurde, jak mnie to drażni... Kiedyś byś nie odróżnił kto hiphopowiec, a
kto nie. Dziś większość firmowe ciuszki i jest szpan przed pannami. Różnorodność
styli na polskiej scenie hip hop daje spore możliwości w doborze ulubionych
artystów. Kiedyś było tego mało i w zasadzie większości z tego co wychodziło się
słuchało. Dzisiaj każdy „łyka” to, co mu leży najbardziej. Z MC i zespołów,
których naprawdę cenię i którzy mają moim zdaniem spory potencjał, wymieniłbym
bez wątpienia Fisza, Eldo, O.S.T.R., Łonę, Pezeta, Asha (Grammatik), Fenomen,
Grammatik... Z producentów przodują DJ Mad, O$ka i Noon. W zasadzie przynajmniej
o głowę bije wszystkich tu wymienionych Fisz, którego jako muzyka bardzo cenię.
Już pierwsza jego płyta pokazała jaki świetny duet tworzą bracia Waglewscy.
Druga płyta stała się pomostem między debiutanckim a trzecim albumem – wyraźnie
było słychać zmianę klimatu i kierunek, w którym Fisz podąża. Na a trzeci krążek
– jak dla mnie najlepsza płyta hp/acid jazz roku 2002. Po koncercie w Bydgoszczy
w marcu 2003 roku, który Fisz i Mad dali razem z towarzyszącymi im muzykami
tworzywa sztucznego, doszedłem do wniosku, że gro wykonawców hiphopowych jest
daleko w tyle, jeśli idzie o poziom i profesjonalizm jaki prezentują podczas
koncertów (że wspomnę tu tylko o „artystach” występujących na scenie po kilku
głębszych i to jeszcze z piwem w ręku, czy to po spaleniu paru gibonów – sorry,
ale idąc na koncert czegoś wymagam płacąc za niego, a na pewno nie jest tym
oglądanie najebanych mord). Suportujący koncert Tworzywa sztucznego bydgoski
zespół (notabene podobno lepszy od Kloszardów – taką opinię daną było mi
usłyszeć przed koncertem), pokazał tylko swoją nieudolność w umiejętności
rozruszania publiki. Występ Fisza i spółki był bez wątpienia najlepszym
koncertem, na którym dane było mi być. Kto nigdy nie doświadczył – niech
żałuje!!! Co do sceny amerykańskiej, to słucham głównie „staroci”, bo dużo
rzeczy, które ostatnio wychodzi to chłam. Jednak lata 1988 – 1998 były
najlepsze. Są oczywiście wyjątki, np. ostatnie płyty Public Enemy, Gang Starr,
Nas, czy Onyx. Wiele zespołów niestety obniżyło poprzeczkę.
Gdybyś miał powiedzieć,
czego brakuje Ci z czasów, kiedy zaczynaliśmy robić nasze gazetki, to co byś
wymienił?
W zasadzie na część tego
pytania odpowiedziałem już powyżej – na pewno większej tolerancji i mniej
pozerstwa (w szczególności u młodych zajawkowiczów...).
Masz jakieś zajawki poza hip
hopem?
Można by powiedzieć, że sporo.
Na pewno jest to już od paru lat informatyka (tak ogólnie), a szerzej to sprawy
związane z grafiką komputerową (webdesign, strony www, grafika ogólnie).
Pozostając przy tematyce komputerów, to od czasu do czasu zdarzy mi się w coś
tam pograć, ale nie żebym był jakimś tam maniakiem gier komputerowych. Commandos
2 i Medal of Honor rządzą!!! Poza tym film (nie tylko kino afroamerykańskie),
literatura murzyńska (chociaż tu przeczytałem już wszystko to, co udało mi się
zdobyć...). No i seks – można powiedzieć, że to też jedna z moich zajawek :).
Pozdrowienia dla mojej dziewczyny ;).
Jak oceniasz poziom polskiej
prasy hip hopowej?
Szczerze powiedziawszy, to
rzadko kiedy czytuję – głównie przeglądam w Empiku ;).
Dlaczego z Twojej strony nie
można mimowolnie wyjść? Robisz ją sam od początku do końca czy ktoś Ci pomaga?
Jak to nie można? Alt + F4 lub
Ctrl + W i już Cię nie ma... :). Cała oprawa graficzna serwisu i wszystkie
„wnętrzności”, czyli to, czego gołym okiem nie widać, jest moim dziełem. Wiesz,
jestem typem gościa, co to lubi nad wszystkim sam sprawować kontrolę i
doprowadzić wszystko do ostatecznej formy według własnych pomysłów, zamierzeń.
Cieszy mnie fakt, że się podoba. Jestem obecnie w trakcie odnawiania kontaktów z
niektórymi osobami, które wcześniej pisały dla Rapp Style. Mam nadzieję, że
znajdą chwilę wolnego czasu, żeby coś naskrobać. Pożyjemy, zobaczymy. W związku
z tym, iż sam to wszystko ciągnę, cały sierpień był okresem nieustannych testów
i poprawek technicznych na stronie. Zamieściłem kilka nowych tekstów, ale
głównie skupiłem się na poprawkach zauważonych błędów – doszło nawet do tego, że
serwis zniknął z serwera na całą noc... Teraz głównie skupiać będę się na
stronie merytorycznej. Kilka tekstów jest właśnie kończonych, planowanych parę
wywiadów. Z tym ostatnim to zawsze najgorzej, bo jakoś nigdy nie chce mi się
przysiąść i sklecić kilka pytań (lenistwo!!!).
Wiesz może, czy wychodzą
jeszcze jakieś ziny na papierze?
Z tego, co się orientuję, to
chyba już nie. Na sto procent w tej formie nie ukazuje się już Rapp Style,
Natarcie, no i chyba Wasz Rytm ulicy. Co do pozostałych, to pewności nie mam,
ale szczerze wątpię, żeby jeszcze wychodziły.
Jaki jest na dzień
dzisiejszy rap polski Twoim zdaniem?
Nie będę się powtarzał – patrz
odpowiedź na chyba ósme pytanie...
Co powiedziałbyś o filmie
Blokersi, 8 mila?
Blokersi – dużo sobie
obiecywałem, ale trochę się zawiodłem. W przypadku 8 mili wręcz odwrotnie – nie
za bardzo przepadam za twórczością Eminema, więc i po filmie sobie wiele dobrego
sobie nie obiecywałem, a tu taka niespodzianka. Scenariusz, gra aktorska (w tym
debiutującego Eminema), zdjęcia, a przede wszystkim mistrzowskie pojedynki
spowodowały, że film oglądałem z wielkim zainteresowaniem. Muzyka też niczego
sobie... Słyszałem, że dużo osób krytykowało ten film, ale powiedzmy sobie
szczerze, nie jest to obraz dla mas. Podobny odbiór mają często filmy Spike’a
Lee – dla ludzi spoza klimatu są one często za „ciężkie” do strawienia. Co
ciekawe, krytycy filmowi chwalili Eminema za poziom aktorstwa, a myślałem, że
będą się czepiać (taki to już ich zawód...). Dobra, wracamy na nasze podwórko.
Jak już na początku wspomniałem, po Blokersach dużo sobie obiecywałem i się
zawiodłem. Latkowski podczas jednego z wywiadów powiedział, iż filmu tego nie
nakręcił dla hiphopowców, tylko dla ludzi, którzy nie mają zielonego pojęcia o
kulturze hip hop w Polsce, czyli np. moich rodziców ;). I tu tkwi cały problem,
bo jakbym dał do obejrzenia ten film komuś ze starszego pokolenia, utwierdził
bym ich w przekonaniu, że hiphopowcy to obiboki szwędające się po osiedlach i
jarające gibony, a grafficiarze to banda wandali demolujących pociągi, którymi
cześć z nich skazana jest jeździć. Sorry, ale wątek zaczerpnięty z filmu „Men in
Black” (o ile dobrze pamiętam tytuł) jest w tym filmie nie na miejscu, bo „Blokersi”
mieli przecież pokazać wapniakom czym jest graffiti – a co pokazuje? Demolkę i
rozpierduchę wagonów. A tak ekstremalne konflikty z sokistami należą chyba do
rzadkości. Samego malowania w filmie jest też stosunkowo niewiele, gdyby jeszcze
nie nawijał o tym Eldo, było by tego tyle, co kot napłakał. Stanowczo za dużo
miejsca poświęcone zostało Peji (osobiście zamienił bym go na W-Y-P-3, gdyż Ci
od samego początku swej działalności odwalali kawał solidnej roboty, gdy Peja
bawił się w zasraną gangsterkę z Ice Menem), nie to żebym go nie lubił, ale
można by dopuścić do głosu innych. Zupełne pominięcie sceny uderground
(wypadałoby chociaż wspomnieć o istnieniu takiego „zjawiska”), spraw związanych
z turntablismem i beatboxem. Moim zdaniem duże braki, zważywszy że DJ-e od
samego początku towarzyszyli MC. Pojawia się wszak wątek z Deksem, ale mało
tego, oj mało... Soundtrack – gdybym zakupił legalny krążek, to leżałby na mojej
półce jak krowi placek, śmierdział i zawadzał. Moim zdaniem na wysokim poziomie
zaprezentowali się Ci, co do których nie miałem żadnych wątpliwości: Eldo, Pezet,
Paktofonika, O.S.T.R. i Fisz. Pozostałych przemilczę...
Interesujesz się filmem
Spike’a Lee, kulturą czarnych. Czytałeś może jakieś ciekawe książki, których są
tłumaczenia? Można gdzieś wygrzebać smaczki o Czarnych Panterach, Rosie Parks i
wielu innych działaczach walczących o prawa czarnych? Czy te sprawy nadal są na
porządku dziennym Twoich zainteresowań?
Te sprawy (oj, kojarzy mi się
to z seksem ;) są cały czas na porządku dziennym. Z książek tych, do których
udało mi się dotrzeć, przeczytałem wszystko. Mieszkając np. w takiej Warszawie
oczywistym jest, że ma się większe możliwości zdobycia czegokolwiek na tematy, o
których wspomniałeś w pytaniu. W tym cały problem, że po pierwsze nie każdy
mieszka w dużym mieście, a po drugie nie zawsze wie, czego szukać. Dlatego na
stronie Rapp Style nieustannie będą poruszane tematy związane z czarną historią
i kulturą.
Co byś poczuł, gdyby ktoś
przywłaszczył sobie nazwę RAPP STYLE?
Śmieszna sprawa, bo ja w
zasadzie sam dawno temu przywłaszczyłem sobie tą nazwę. Rapp Style był swego
czasu projektem Chuck’a D z Public Enemy. Pod tą nazwą działał sklep z ciuchami.
Z tego co mi wiadomo, nie wyszło to do końca i Chuck D dał sobie z tym spokój.
Tak więc nazwa ta już dzisiaj chyba do nikogo w Stanach nie należy, chociaż nie
wiem... może... A walić to. Chuck pewnie by się nie pogniewał ;). Wydaje mi się,
że nazwy nikt nie przywłaszczy, bo jest ona już kojarzona od paru lat z moją
osobą i byłoby to posunięcie trochę bez sensu. To tak, jak ja bym sobie
przywłaszczył „Rytm ulicy” i jechał na Waszym dorobku i reputacji.
Zauważyłem, że na Twojej
stronie jest wywiad z Tobą, który zrobiliśmy w 1998 roku. Zaznaczasz w opisie,
że nie wszystko jest już aktualne, co np.?
Wiedziałem, że się przyczepisz
i teraz muszę zajrzeć, wszystko znowu przeczytać i wyłapać „perełki” ;). Tak na
poważnie, to np. info o planowanym robieniu graffiti w Nakle z moim udziałem –
nie miałem do tego talentu ;); z perspektywy czasu inaczej patrzę na hip hop w
Polsce (w którymś z powyższych pytań już o tym pisałem...); scena hp na terenie
Nakła też trochę podupadła; poszerzył się wachlarz moich zainteresowań, przez co
nie zawsze na wszystko starcza mi czasu. Sprawa koncertów, a w zasadzie
pieniędzy jakich żądały za nie w tamtych czasach niektóre zespoły. Sam wiesz,
było wówczas dosłownie kilka grup, które się wybiły i kwoty, jakie chciały za
występ były jak na tamte czasy piekielnie duże, co potem odbijało się na cenach
biletów. Osobiście zawsze wolałem pójść na koncert podziemnych kapel i dobrze
się bawić za niewielki pieniądze; tak na marginesie to były czasy – wjazd za 6
zeta, a dzisiaj od 20 w górę... Więcej nie za bardzo aktualnych rzeczy nie mam
już czasu szukać...
Pytanie na koniec, czy Rapp
Style jeszcze kiedykolwiek wróci do pierwotnej formy, czyli na papier?
Na pewno nie.
|